Rozmiar tekstu:
|
Nawet wtedy, gdy jesteśmy przekonani, że zdołaliśmy porzucić ego, wciąż mocno w nim tkwimy. Zmienia ono jedynie swoje oblicze. Przybieramy rolę uduchowionego obserwatora, cichego świadka cudów czy wnikliwego głosu w głowie, nie dostrzegając, że pod spodem wciąż rezonuje to samo ciche: ja… ja… ja… Nieustannie pozostajemy zamknięci wewnątrz szklanej kuli własnego, ludzkiego „ja”, zamieniając jedynie dawne schematy na nowe, subtelniejsze formy tej samej tożsamości.
Prawdziwy przełom następuje jednak dopiero wtedy, gdy rozpuszcza się absolutnie wszystko. Kiedy milknie wewnętrzny głos, a wraz z nim znikają obserwator i sędzia, nauczyciel oraz uczeń. W jednej chwili przestają istnieć jakiekolwiek role, pojęcia czy punkty odniesienia.
Zostaje tylko Nic.
I to właśnie to – absolutne, bezkompromisowe Nic – przeraża nas najbardziej.

Dodaj komentarz