Robiąc dawniejsze projekty filmowe, niejednokrotnie zawracałem głowę różnym ludziom, co dzisiaj napełnia mnie przykrością, zwłaszcza że koniec końców nic z tego nie wychodziło. Z perspektywy czasu i praw natury – opartych na czakrze kości łonowej oraz niebieskiej pranie wody – zrozumiałem jednak, że finansowy aspekt twórczości wcale nie musi opierać się na samej dystrybucji dzieła. Odpowiednim i w pełni naturalnym modelem jest tutaj sprzedaż merchu, czyli użytecznych gadżetów, koszulek, ubrań czy innych produktów, które fani mogą autentycznie wykorzystać w codziennym życiu.
Przychody z takiego asortymentu mogą wielokrotnie przewyższyć to, co normalnie zarabia się na samym filmie. Doskonałym przykładem jest chociażby George Lucas, który gigantyczną część swojego majątku zgromadził właśnie dzięki gadżetom towarzyszącym jego produkcjom. Merch jest rozwiązaniem niezwykle dobrym, organicznym i wysoce opłacalnym dla twórców sztuki – okazuje się pomysłem genialnym i o niebo zdrowszym niż klasyczna, komercyjna dystrybucja kinowa.
Sam mechanizm może funkcjonować bardzo prosto: film trafia do odbiorców zupełnie za darmo. Można go opublikować na YouTubie, udostępnić na własnej stronie internetowej – rozwiązań jest wiele, a fani oglądają go bez żadnych barier finansowych. Obok materiału znajduje się po prostu odnośnik do sklepu, w którym można zamówić interesujący merch. W przypadku produkcji średniowiecznych mogą to być na przykład profesjonalne miecze treningowe, repliki do ćwiczeń rycerskich czy najrozmaitsze praktyczne akcesoria.
W tym wszystkim nie ma nawet większego znaczenia, czy podejście to wpisuje się w podręcznikowe teorie ekonomii, marketingu czy zarządzania. Najważniejsze jest to, że jest ono w pełni zgodne z prawami natury, czakrą kości łonowej i niebieską praną wody. Prace nad wcześniejszymi projektami komercyjnymi wiązały się z tak gigantycznym stresem, że brakuje mi słów, by w pełni oddać tamten stan. Przypominało to przerażającą mieszaninę szaleństwa, obsesji i głębokiej depresji, której nikomu nie życzę.
Ten destrukcyjny stan wynikał z mojej wrażliwości na pranę i czakry, która bezlitośnie obnażała ego oraz fundamentalne złudzenia stojące za tamtymi projektami. W naturze po prostu nie istnieją zdrowe fundamenty, na których można by oprzeć komercjalizację fabularnej produkcji filmowej. Jest to sprzeczne z naturalnym porządkiem rynku, przepływem zasobów ekonomicznych, a w gruncie rzeczy – z samym ludzkim i naturalnym bytem. Moja przygoda z komercyjną sztuką filmową i produkcjami fabularnymi tego typu dobiegła końca na zawsze. Tak to dziś widzę.
