Węgorz elektryczny raził prądem na długo przed odkryciem elektryczności przez Williama Gilberta. Uzdrowiciele istnieli na długo przed pojawieniem się lekarzy i bioenergoterapeutów, którzy nierzadko roszczą sobie prawo do posiadania "naukowej" wiedzy o uzdrawianiu, widzą siebie jako nieomylnych i dystyngowanych jej znawców, choć cała ich organizacja jest pomieszana i w powijakach.

Uzdrawianie zna się na całym świecie. O uzdrawianiu mówią jogini indyjscy, lamowie tybetańscy, chińscy mistrzowie, kahuni hawajscy, szamani syberyjscy i są to tylko przykłady.

Choćby jogini od wieków wyjaśniają jak to się dzieje, że zachodzi uzdrowienie. Bierze w tym udział czynnik zwany "prana", która składa się na część naszego ciała w postaci "pranamajakośa" - tego, co bioenergoterapia nazywa ciałem energetycznym.

Pranamajakośa jest naturalna, jak annamajakośa (grube ciało "z pokarmu"), dlatego uzdrawianie, jako przekazywanie prany z jednego pranomajakośa do drugiego nie jest niczym szczególnym.

Wszystkie "kośa" działają jako całość, dlatego i prana jest ważna, i odżywianie, i życie emocjonalne (kamamajakośa) oraz mentalne (manomajakośa). Nie należy zapominać o rozwoju świadomości i samopoznaniu (anandamajakośa).

Znachorzy w naszej kulturze są czymś zwyczajnym, podobnie jak szarlatani. Tradycyjna wiedza zaskakuje, nawet fachowców. Mieszkam niedaleko "Serwinki", czyli kobiety, która przejęła po ojcu wiedzę o tym, jak składać złamane kości i robić wiele więcej - rozliczni lekarze sami korzystają z jej usług.

Spotkamy i szarlatanów - ludzi szkodliwych lub co najmniej nieskutecznych. Sam fakt, że ktoś taki zajmuje czas, który można wykorzystać inaczej, powinien być traktowany jak przestępstwo, kiedy utrudnia lub odradza chorej osobie kontakt z naukową medycyną.

W bioenergoterapii także spotkamy oba rodzaje osób, choć granica nie zawsze jest wyraźnie zarysowana. Można pomagać i szkodzić zarazem. Można pomóc pozbyć się raka, ale zaczepić w uzdrawianym swoje skłonności, np. psychopatię seksualną.

Człowiek człowiekowi jest w stanie przekazywać swoje emanacje auryczne i dosłownie zmieniać jego charakter, kiedy dokonuje się transferu prany, kamy i manasu - materii subtelnej, ale realnej tak, jak ziemia, woda, ogień i powietrze.

Jak unikać szarlatanów i spotykać znachorów? Kierować się krytycznym podejściem, to po pierwsze. Nie wierzyć w same dyplomy (można stać się bioenergoterapeutą w jeden weekend), sprawdzić opinię ludzi. Otworzyć się także na intuicję i zastanowić się nad pierwszym wrażeniem. Z mojego doświadczenia potrafi powiedzieć ono najwięcej.

Od osoby pozytywnej czuć pozytywność, od pomieszanej pomieszanie a od złośliwej złośliwość. I, co ciekawe, można to odbierać, m.in. dzięki manomajakośa (ciału mentalnemu), telepatycznie nawet na odległość, czytając czyjąś stronę internetową lub oglądając fotografię.

Kiedyś ktoś zapytał milczącego mistrza zen co bezpiecznie przeprowadzi go przez życie.Ten wziął kartkę i napisał: świadomość. Uczeń zadał pytanie: a co znaczy "świadomość"? Mistrz dopisał: "świadomość" znaczy "świadomość".

W filozofii mówi się, że świadomość to termin niedefiniowalny - tylko ona pozwoli nam odróżnić szarlatana od znachora, dlatego bądźmy czujni, nie dajmy się oczarować i omamić słowom, gestom, teologicznym czy religijnym terminom.

Sceptycyzm i krytycyzm są piętnowane powszechnie z prostego względu: szkodzą "przewodnikom stada", autorytetom sterującym "masami". Wielu "uzdrowicieli" też nie lubi tych określeń, bo zagrażają ich fałszywej wielkości.