Wiele osób może wątpić w możliwość uzdrawiania na odległość. Nie ma w tym nic dziwnego. To nie jest nasza codzienność. Ale jednak…

Kilkadziesiąt lat temu nasze wynalazki techniczne uchodziłyby za cuda, a dzisiaj posługujemy się nimi wszyscy. Zwłaszcza te, które funkcjonują w oparciu o zdalne przesyłanie informacji, jak telefony komórkowe, internet znajdują pełne zastosowanie.

Gdy rozmawiamy przez telefon, na odległość przekazujemy nie tylko informacje, ale i energię. Smarfton przekazuje i odbiera impulsy elektromagnetyczne w określonych częstotliwościach, co odkodowywane jest i przetwarzane na dźwięk czy wizję.

Uzdrawianie na odległość nie powinno nas dziwić, jako że ze zdalnym przekazem energii mamy do czynienia na co dzień.

Nasze ciało to wspaniały instrument przyjmowania i przekazywania informacji i energii. Nauka za bardzo zajmuje się światem zewnętrznym, żeby dojść do poznania jego ukrytych zdolności, choć zaczyna się to zmieniać.

Czy to, że można z piasku zbudować narzędzie (smartfon), które umożliwia porozumiewanie się słuchowe i wzrokowe na odległość jest mniej dziwne, niż to, że ciało ludzkie, tak genialny i niepoznany instrument, daje podobne, choć jeszcze wspanialsze możliwości? Że można za jego pomocą diagnozować i uzdrawiać?

W uzdrawianiu zawsze zachodzi przekaz energii i informacji, oraz bierze w tym udział nasza świadomość.

Dziwnym byłoby negowanie takiej możliwości, pomimo że kwarc, z którego m.in. zbudowane są nasze wynalazki, daje tak zdumiewające rzeczy. Czy nasze ciało ma być gorsze od garści piachu?

Możemy uzdrawiać i diagnozować, czy się to komuś podoba, czy nie. Rzeczy, które poznaje się bezpośrednio, przez doświadczenie nie dowodzi się. Uzdrawiania nie ma potrzeby dowodzić, uzasadnia się samo przez naoczność. Ono… po prostu JEST, zarówno na miejscu, jak na odległość.

Lubię powtarzać: węgorz elektryczny raził prądem na długo przed odkryciem elektryczności przez Williama Gilberta. Szamani byli od wieków i uzdrawiali, niech nauka teraz głowi się jak to robili i robią. Żadna teoria naukowa nie sprawiła, że zaczęli to robić i żadna nie sprawi, że przestaną nieść pomoc cierpiącym.

Nie potrzebuję, ja i mnie podobni, żadnego pozwolenia i certyfikatu na uzdrawianie, kiedy robię to w swoim imieniu i na własną odpowiedzialność, a nie w imieniu jakiejś pseudo-profesjonalej organizacji (jak światek bioenergoterapii).