Zdarza się, że pojawia się ktoś, kto szuka pomocy dla swoich bliskich albo dla siebie, stojąc tym samym na krawędzi życia i śmierci. Oczekuje… czasami niemożliwego, a w każdym razie niewiarygodnego.

Zapytam: gdzie byłeś wcześniej, przez te wszystkie lata? Dlaczego zjawiasz się akurat teraz, kiedy jest tak pozamiatane? Dlaczego wcześniej nie szukałeś PRAWDY i DOBRA?

Uzdrawianie nie jest czynieniem cudów. Nie wiem ile razy jeszcze potrzeba to powtarzać, w każdym razie pewnej grupie religijnie i ezoterycznie usposobionych osób.

Cuda? Jeśli ktoś je czyni, to chyba tylko Bóg (przy założeniu, że istnieje, czemu nie przeczę). Uzdrowiciel nie jest Bogiem. Bóg w uzdrawianiu, szczególnie u nas jest wszechobecny. Każdy prawie, kto zajmuje się uzdrawianiem, powołuje się na Boga, mówi o boskiej mocy, boskim uzdrowieniu, darach Ducha Świętego i o tym, że jest kanałem, naczyniem Boga.

Ktoś, kto porozumiewa się taką retoryką nie będzie w stanie zrozumieć istoty uzdrawiania szamańskiego, gdzie nie ma Boga i istot wyższych - wbrew temu, co o szamanach powszechnie się myśli.

Zresztą nie chodzi tylko o uzdrawianie szamańskie. Każda forma skutecznego i kontrolowalnego uzdrawiania wyklucza status bycia kanałem, narzędziem czy naczyniem.

Znaczy to, że wobec chorego uzdrowiciel z prawdziwego zdarzenia staje wraz ze swoimi umiejętnościami i doświadczeniem, rozwijanymi i zdobywanymi w żmudnym treningu, przez lata pracy nad sobą. Nie ma tu nic nadnaturalnego.

Tak jak jesteśmy ludzkimi istotami o ograniczonym ciele, ograniczeniu podlegają nasze zdolności postrzegania i działania. Nie da się osiągnąć doskonałości w jednej sekundzie. Cała wiedza ludzka, technika, cywilizacja potrzebowały prawie trzech milionów lat by pojawić się i stać się tym, czym są dzisiaj. Szamanizm nie jest pod tym względem wyjątkiem - zarówno on, jak i inne formy uzdrowicielstwa.

Poziom umiejętności i doświadczenia uzdrowiciela nie zawsze są wystarczające, żeby komuś pomóc. Poza tym kondycja tej drugiej osoby nie zawsze na to pozwala. Wychowaliśmy się na przekazach o domniemanych cudach Jezusa, kiedy wskrzeszał z martwych np. Łazarza. Mamy głowy pełne przekonań płynących ze światopoglądu religijnego, a dotyczących uzdrawiania, brakuje nam natomiast właściwego wglądu w ten przedmiot.

Uzdrowiciel, ten dobry, prawdziwy ROBI CO MOŻE, żeby pomóc, uzdrowić. Nie oznacza to, że może wszystko. Ktoś, kto nie pojmuje tej niesubtelnej różnicy pomiędzy robić, co się może a czynić cuda zdradza taką postawę życiową, która sama w sobie generuje całą masę życiowych błędów i prowadzi do całej masy mniej lub bardziej poważnych chorób. Postawa ta nazywa się IGNORANCJĄ i bardzo często (o czym miałem okazję przekonać się już kilka razy, choćby dzisiaj z rana) idzie ona w parze z AROGANCJĄ.

Nie każdemu i nie zawsze można pomóc. Odnosi się to tak do medycyny akademickiej, jak naturalnej. Czy oznacza to, że mamy przestać próbować? Nie, musimy jednak myśleć realiami a nie teoriami.

Uzdrawianie może pomóc pozbyć się nowotworów i wielu innych "nieuleczalnych" dolegliwości. O wszystkim jednak przesądzają umiejętności uzdrowiciela z jednej strony, a z drugiej otwartość energetyczna i mentalna uzdrawianego, by uzdrowiciel miał swobodny dostęp do ciała energetycznego klienta. Dodałbym też do tego trochę pozytywnej karmy. Nie ma tu żadnego miejsca na coś cudownego, wszystko jest normalne i zwyczajne.

Najlepsze efekty osiągam wtedy, kiedy znam się, choćby mailowo, z klientem, rozmawiamy, wymieniamy energie, informacje i doświadczenie. Tworzymy wtedy świetne warunki dla wspaniałych rzeczy.