Kiedyś filozof Anzelm z Canterbury stwierdził, że poznanie tajemnic bytu wymaga odpowiedniej moralności. Nie chcę odnosić się do tego wprost, ale zasada jest ta sama w kontekście szamanizmu, uzdrawiania, jasnowidzenia, czakr, ciał subtelnych.

Sam dostałem świra wielokrotnie. Zaczęło się od kursów jasnowidzenia, rejki (odróżniam specjalnie od japońskiej nazwy), duchowego uzdrawiania. Cuda-niewidy, dziwne ćwiczenia, efekty niekontrolowane, rozwalone czakry.

Pracuję od wielu lat z uzdrawianiem, zwłaszcza na odległość. Dla mnie postrzeganie ciała energetycznego i czakr to normalka. Mogę to robić zawsze, wszędzie i wobec każdego.

Szamanizm indiański? Niekoniecznie. Tzn. wpadła mi w ręce już sporo czasu temu książka "Indiański uzdrowiciel" Medicine Grizzlybear’a - tak nazywa się autor, Półindianin chyba. I nie mogłem jej doczytać. Duchy, zjawy, twierdzenia przerażające, o tym, że szaman musi umrzeć, albo cierpieć itd.

Żyjemy w świecie opętanym przez Ducha Teorii. Stajemy się mistrzami teoretyzowania i nabijania sobie teorią głów.