To zdumiewające, że obok siebie egzystuje 90% społeczeństwa materialistycznego i niewielka grupa jako tako otwarta na duchowość plus ludzie, którzy osiągają w niej jakiś postęp.

Tak to kiedyś filozof Bias z Priemy podsumował ludzi: ludzie w większości są źli. Zły dla starożytnych Greków oznaczało po prostu głupi.

Tak, wiem co mówię: żyjemy w społeczeństwie ignorantów i materialistów. Zresztą nawet pojęcie ducha jest w nim tak absurdalne, że aż śmieszne.

Duch to według Kartezjusza byt nieposiadający rozciągłości, w odróżnieniu od materii. Pojęcie materii, jakie wkradło się do naszych umysłów wraz z postępem nauk empirycznych typu fizykalnego (informuję: fizyka to jedna z nauk a nie rzeczywistość!) także wprowadza nas w maliny nonsensu.

Na podstawie tego głosi się, że duch jest niematerialny w sensie nierozciągły, skoro materia jest rozciągła i jest to jej cecha konstytutywna.

W Jodze ludzie filozofowali bardziej realistycznie. Pojęcie materii jest tam bliższe pojęciu arystotelesowskiemu: duch też jest materialny, tzn. rozciągły. Jaźń ma wielkość kciuka. Zajmuje miejsce w przestrzeni. Niemniej inaczej rozumie się tutaj materię. Jaźń jest swoją formą i materią, co oznacza, że jest absolutem (aham brahmasmi). Powiedzmy, że jest bogiem (specjalnie piszę z małej).

Nie jest ciałem, nie umiera wraz z nim, przechodzi reinkarnację i jest bytem samoistnym oraz nieprzypadkowym.

Tyle jeśli chodzi o filozofię. Jeżeli chodzi o szamanizm, to jaźń można zobaczyć w czakrze serca. Najwięcej wglądów w jaźń miałem podczas praktyki pewnej formy haipule z Huny. To można odkrywać i opisywać, i to naukowo. Możesz obserwować swoją jaźń i jaźń innej osoby i vice versa (jaźnie Klientów też nierzadko obserwowałem).

Da się stworzyć naukę o jaźni, czyli ogląd + opis + intersubiektywna kontrolowalność.

Ale daleko nam jeszcze do tego, skoro 90% ludzi intreresuje się przede wszystkim swoimi ciałami i uważa się za swoje ciała.

Kiedy ktoś umiera, to mówią, że znikł ten ktoś, przestał istnieć. Jacy oni oświeceni! Jak doskonale wszystko wiedzą! Znają odpowiedź na największą zagadkę ludzkości! Są tak pewni swoich twierdzeń, jak Marks i Engels swojego diamatu.

Przecież to oczywiste, że jesteśmy swoimi ciałami, tak jak oczywiste jest, że Słońce kręci się dookoła Ziemi - tak można było mówić kiedyś, dzisiaj pozostał tylko pierwszy mit, jako że brakuje wysiłku naukowego, by poznać, czyli obserwować i opisywać w sposób zorganizowany fenomen jaźni.

Lecz nie czekajmy na naukę. W życiu jest nam to niezbędne; bez wiedzy o sobie, samoobserwacji nie wiemy o nim nic. Nie wiesz czego chcesz, jaki rodzaj pracy jest dla Ciebie najlepszy, jaki partner i czym w ogóle jest partnerstwo. No i nie wiesz skąd się tu wziąłeś i dokąd zmierzasz.

Poza tym nie wiesz jak się właściwie leczyć i uzdrawiać, jakimi towarzyszami (bez aluzji do zeszłej epoki) się otaczać i czym jest prawdziwa duchowa ścieżka (masz tylko stęchłą, śmierdzącą, martwą religię).

Zacznijmy interesować się sobą. Ja nie mówię o praktyce Jogi klasycznej. Nie mówię o religii i wierze w dogmaty. Mam na myśli medytację, czyli głęboką samorefleksję, która opiera się na samoobserwacji.

Tylko tam znajdziesz Prawdę przez duże P. Bez niej Twoje życie jest Żałosne przez duże Ż.

Nie uczę technik medytacji i innych od pewnego czasu w tekstach, ale dla Ciebie zrobię wyjątek. Nie wiesz jak zacząć?

  • weź miernik czasu i ustaw go na minutę (możesz ściągnąć aplikację)
  • wcześniej usiądź wygodnie, możesz przymknąć oczy, i nie opieraj się plecami, bo wtedy szybciej się traci uważność
  • zrelaksuj się i przez minutę obserwuj swoje ja

Tyle. Rób to raz dziennie, np. rano, a poznasz to, co mam Ci do przekazania bez jednego zdania.

Materialiści, jaźń jest poznawalna empirycznie! Tylko czy kiedykolwiek próbowaliście ją obserwować? Nie, bo jesteście pozbawieni realizmu i żyjecie w socjalistycznych utopiach. Chcąc zmieniać człowieka zamiast go najpierw poznać niszczycie, mordujecie dosłownie i w przenośni.