Kiedyś filozof Anzelm z Canterbury stwierdził, że poznanie tajemnic bytu wymaga odpowiedniej moralności. Nie chcę odnosić się do tego wprost, ale zasada jest ta sama w kontekście szamanizmu, uzdrawiania, jasnowidzenia, czakr, ciał subtelnych.

By poznawać tego rodzaju rzeczy i w ogóle je dopuścić do świadomości niezbędna jest odpowiednia wrażliwość świadomości. Z tą wrażliwością idzie w parze właściwy charakter.

Większość ludzi nie ma charakteru, który dopuściłby odpowiednią wrażliwość i z drugiej strony wrażliwości, która rozwijałaby charakter.

Takie osoby nazywa się nieraz materialistami, ale nie zawsze jest to wdzięczne określenie. Ja nazywam ich światowcami. Uwaga tych osób skierowana jest na zewnątrz a one same uzależniają się w poznawaniu i pojmowaniu świata i samych siebie od autorytetów.

Osoby takie często czczą naukę uprawiając scjentyzm - swoistą formę kultu nauk typu fizykalnego. Na ogół nie rozumieją dobrze zasad metodologii nauk i ulegają złudzeniu, że tylko fizykalny aspekt zapewnia wiedzę pewną i rzetelną.

Nie chcę w tym momencie polemizować ze scjentyzmem, rozprawy z nimi znaleźć można w różnych źródłach (polecam prace profesorów filozofii z KUL-u, robią to bardzo konstruktywnie).

Kult nauki fizykalnej wynika, rzecz jasna, ze światowego charakteru, ze zwrócenia całej uwagi na zewnątrz i przeniesienia tam swojego ośrodka kontroli i orientacji.

Osoby, które nie są zdolne przyjąć istnienia ciała energetycznego, czakr są skrajnie nieświadome siebie. Mają silne ego i bardzo niski poziom samowiedzy. To nieważne ile książek przeczytały, jakie mają stopnie naukowe. Kto je przydziela? Światowe instytucje. Cała nauka (jako instytucja) jest światowa, nie poznała jak dotąd nic na temat natury ludzkiej, nie odpowiedziała na żadne z najważniejszych pytań.

Rzeczywistość widziana oczyma nauki fizykalnej składa się z samych znaków zapytania. Nauka nie wie nic o umyśle, o zasadzie postrzegania i posiadania wrażeń (dodajmy do tego Zasadę Nieoznaczoności Heisenberga, czyli to, że w pewnym momencie ciało fizyczne, czyli materia, rozpływa się w niewiadomo co przed obserwatorem). Wydaje się scjentystom, że badania nad mózgiem, układem nerwowym itd. coś znaczą, ale nie znaczą nic istotnego. To, że obserwujemy poruszające się klawisze fortepianu, że widzimy zjawiska współwystępujące w stosunku do pracy palców pianisty nie świadczy o tym, że wiemy już wszystko o muzyce. Pozostaje przecież jeszcze sam twórca (różny od instrumentu).

To, że maridiany odpowiadają jakimś mięśniowym aspektom ciała nie jest niczym dziwnym i nie oznacza, że pojęcie meridianu należy zredukować do tkanki mięsnej, że w wiedzy chińskiej nie bazuje się na odkryciach i wrażliwości, o których tu mowa - postrzeganiu ciała energetycznego, czakr, fantomowych replik organów.

Nadis, czyli kanały w Jodze także odpowiadają splotom nerwowym, układowi krwionośnemu i nerwowemu (oraz wszystkiemu innemu), i nic w tym dziwnego, bo prana reguluje i kontroluje zachowanie całego ciała. Czymś i logicznie, i metodologicznie, i w świetle treści samych badań naukowych niedopuszczalnym jest sprowadzanie staroindyjskich określeń do terminów anatomii i fizjologii.

Czakry, kanały to coś innego, niż grube, mięsiste ciało, choć razem z tym ciałem tworzą biologiczną i bioenergetyczną całość.

Ludzi o pospolitej wrażliwości nie da się przekonać żadnymi argumentami. Zresztą istnienia ciała energetycznego i tak się nie dowodzi, je się dostrzega. Przedmiotu zmysłowego nie uzasadnia się inaczej, jak przez sam akt postrzegania. Dowodzi się - ludzie, zapamiętajcie to raz na zawsze, żądając dowodów na istnienie ciała energetycznego, aury, czakr - tylko twierdzeń ogólnych, ale nie empirycznych, szczegółowych, je uzasadnia doświadczenie.

Człowiek musi stać się szlachetny, nieświatowy, musi skierować uwagę do wnętrza, na swoje ja i nabyć wyższą wrażliwość. Dopiero wtedy odkryją się przed nim energetyczne, astralne, mentalne aspekty rzeczywistości. Jeśli jednak większość czasu zwracasz swoją uwagę na zewnątrz i nie interesujesz się sobą, rozwijasz się nie w tym kierunku, który umożliwiłby Ci uaktywnienie postrzegania ciał subtelnych. Co siejesz, to będziesz żąć, z kolei z dnia na dzień, im więcej masz lat, tym więcej światowych nawyków wytwarzasz, a starego psa nie nauczysz nowych sztuczek - na starość zostajesz starym głupcem.

Taka jest cena za olewanie siebie, za stawianie świata nad własną jaźnią i zakładania na swoją głowę cudzej głowy. Jesteś za słaby, by poznać prawdę.

Jak dziecko bawisz się światowymi błahostkami, jesteś zbyt infantylny na poważne rzeczy.