Sam dostałem świra wielokrotnie. Zaczęło się od kursów jasnowidzenia, rejki (odróżniam specjalnie od japońskiej nazwy), duchowego uzdrawiania. Cuda-niewidy, dziwne ćwiczenia, efekty niekontrolowane, rozwalone czakry.

Byłem młodym, głupim entuzjastą zjawisk paranormalnych. Nie miałem specjalnie problemów zdrowotnych, czułem się zrównoważony, patrzyłem optymistycznie na świat, choć pewne cierpienia związane z zainteresowaniem mistycyzmem miałem już za sobą.

Sięgnąłem po Czwarty Wymiar, tę "specjalistyczną" gazetę - tak myślałem - i pojechałem sobie na spotkanie Klubu Czwartego Wymiaru. Tam poznałem ludzi, którzy coś organizowali, czymś się zajmowali, poszedłem na kilka kursów i moje życie zaczęło stawać się ruiną.

Sięgając po ćwiczenia, których się nauczyłem i poddając się terapii "fachowców" z dnia na dzień popadałem w koszmar. Nie będę zdradzał szczegółów, bo nie chcę nikogo zasmucić, zresztą nie lubię się wyżalać.

Jakoś to przetrwałem. Pomógł mi mój późniejszy nauczyciel, bioenergoterapeuta, ale człowiek dużej wiedzy i umiejętności, a przede wszystkim doświadczenia, i całkiem normalny gość.

Takich spotkać jest bardzo trudno, większość - rzucam mięsem, a co! - to pokręceńcy, istne świry.

Wielu zostało skrzywdzonych przez reklamujących się w prasie hochsztaplerów, naciągaczy, ze znanymi nawet nazwiskami. Czy bandyta nie może być znany?

Wielu z nich jest szczerych, czyli naprawdę zbzikowanych. Znajdą się pewnie i oszuści, lecz nawet oni, by coś sprzedawać przez dłuższy czas, coś tam muszą umieć.

Tylko w religiach kultywuje się przekonanie, że jeśli ktoś coś potrafi, np. uzdrawiać, to musi być święty. Tak naprawdę można pokazywać różne sztuczki energetyczne a potem zadzwonić do agencji towarzyskiej i spędzić noc z prostytutką.

Proste zdolności paranormalne nie implikują wysokiego poziomu moralnego.

I, zdaje mi się, uzdrowiciele różni tak szelają właśnie jeśli nie przez błędne metody, to dlatego, że się demoralizują, że nie rozwinęli kręgosłupa moralnego zanim nabyli umiejętności, albo równolegle z nimi, przez co nadmiar wrażeń, wiedzy technicznej i poczucia władzy nadyma ich ego i sprawia, że czują się królami świata, doskonałymi, nieomylnymi, istnymi bogami dla pogrążonej w ciemnocie masy. A w rzeczywistości stają się świrami i stopnowo ich obłęd coraz bardziej dezorganizuje ich działalność gospodarczą i prywatność.

W końcu znika skuteczność, kamienieją, stają się materialistami psychologicznymi, którym Marks i Engels z chęcią biliby brawo za wzorowe spełnianie ich aksjomatów metafizycznych i etycznych.