Piszę ten tekst do ludzi, którzy nie są mistrzami w uzdrawianiu, ani tak czy inaczej zaawansowanymi adeptami. Na 99% procent piszę do Ciebie, który nie jesteś ani jednym, ani drugim.

Ja ledwo ledwo mieszczę się w drugiej kategorii. Jestem doświadczony, ale mam poważne braki, które uzupełniam. Wynikają z przerwania swego czasu nauki u mistrza i prób robienia czegoś na własną rękę.

Jeśli, tak jak ja, nie spędziłeś lat na uzdrawianiu, nie pracowałeś z energią np. dla grubych setek klientów, nie robiłeś tego dzień w dzień i nie rozwijałeś swojego warsztatu, jesteś jeszcze początkujkącym, mimo że mogłeś zaliczyć wiele kursów i robisz coś dla siebie.

Nie piszę tego, by Cię obrazić, ale uchronić przed cierpieniem.

Mam cztery proste rady:

  • nie czytaj niczego o uzdrawianiu (na razie)

  • nie próbuj niczego, co przeczytasz

  • poszukaj nauczyciela, z którym będziesz mógł rozmawiać twarzą w twarz

  • zdaj się w pełni na współpracę z nauczycielem, postępując za jego wskazówkami

Żadnych książek, nagrań DVD, filmów na YouTube, medytacji załączanych do poradników na płytach, żadnej własnej pomysłowości lub instrukcji z forów internetowych.

Tylko relacja z żywym człowiekiem, doświadczonym specjalistą, i tyle. Reszta nie istnieje. Przynajmniej na razie. Zresztą potem i tak większość z tego wyda Ci się dziecinną igraszką, niemniej igraszką z ogniem.

Samodzielne próbowanie uzdrawiania, tak innych, jak siebie robi coś zasadniczo szkodliwego: rozwija ego. A ego ma zostać starte.

Tworzy się nawykowe ja, związane z chorobami i problemami. To ego może wpływać na ciało i samopoczucie w sposób niszczący i blokujący uzdrawianie.

To tak samo, jak sytuacja, gdy młodzieniec kradnie kluczyki ojca i jego samochód, by wyruszyć na miasto. Ile tragedii wynikło z takiego czy podobnego postępowania? Identycznie w uzdrawianiu. Wali nam ego, jak temu gówniarzowi, który kończy na drzewie lub, co gorsza, zabija przechodnia albo innych uczestników ruchu.

Uzdrawianie to nie jest zabawa. To nie farsa i entuzjastyczne trzymanie się za ręce, śpiewanie pieśni i otaczanie się światłem. Uzdrawianie to kontakt z degeneracją, z brutalną rzeczywistością, z ludźmi na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego, nierzadko z tzw. nieuleczalnymi chorobami.

Jeżeli nie masz do czynienia z takimi sprawami, to co z Ciebie za uzdrowiciel? Chyba tylko niedzielny. I na czym polega Twoje doświadczenie? Na podniecaniu się egzotycznymi nazwami i pleceniu spirytualistycznych frazesów, za które naiwni zapłacą Ci z ezoteryczną przyjemnością?

To wszystko jest głupie.

By uzdrawiać potrzeba zdolności i ma je Twój nauczyciel, Ty jeszcze ich nie rozwinąłeś. Wszelkie próby będą mnożeniem wątpliwości i złych przyzwyczajeń, fantazji i fałszywych pojęć.

Uzdrowiciel ma być skuteczny jak ratownik medyczny lub lekarz pogotowia (nie dyskutuję z rzeczywistym poziomem wiedzy przeciętnych przedstawicieli służby zdrowia, bo to inna kwestia). Ma umieć działać natychmiast, nieść pomoc także w sytuacjach nietypowych i ekstremalnych.

I co, nauczyć ma Cię tego książka? Internetowy guru publikujący filmy na kanale YouTuba? A może weekendowy kurs reiki?

Wyrzuć wszystko i zacznij od nowa. By wypełnić naczynie czystą wodą potrzeba usunąć z niej szlam.

Wiem, że nic nie wiem - Sokrates udziela najważniejszej lekcji dla początkującego psychotronika, uzdrowiciela, szamana.