Książki i inne media na temat uzdrawiania, szamanizmu, psychotroniki mogą być dla człowieka chcącego zainteresować się tym poważnie największą przeszkodą. Tak, największą, nie przewidziałeś się.

Mamy to do siebie, że potrafimy marzyć. Słyszymy słowo i tworzymy całe światy wyobrażeń na jego temat. Myśli asocjują, modyfikują się i nas zwodzą.

Teoria nikogo nie czyni kompetentnym, jeśli chodzi o rzeczy praktyczne. Wiedza nie jest jedynie teoretyczna. Wiedzą są także umiejętności.

Jeśli chodzi o uzdrawianie, podobnie jak w medycynie w przypadku leczenia, wiadomości to za mało.

Nikt na podstawie samych tylko wiadomości nie stanie się chirurgiem, choćby przeczytał wszystkie możliwe na temat tego fachu podręczniki.

Ludzie myślą, że tyle już wiedzą o Hunie, uzdrawianiu, bioenergoterapii i innych praktycznych zajęciach, bo od dekady czytają książki, magazyny i oglądają filmiki na YouTube.

To iluzja kompetencji, która może nas naprawdę wiele kosztować. W przypadku choroby, cierpienia, zagrożenia zdrowia i życia nie liczy się żadna teoria ani dyplomy, które nabyć można bez problemu po weekendowych kursach. Ratują tylko zdolności i towarzyszące im doświadczenie. Tylko to się liczy.

Wiadomości są sprzężone z umiejętnościami, nie stanowią oderwanej sfery abstrakcji. Bez zdolności wiadomości nie mają sensu.

Dzisiaj jest tego za dużo. Książki są dobre, ale jako literatura piękna, lub poezja, albo nawet poradniki, niemniej nie jako nauczyciele, a tym bardziej nauczyciele czegoś, co ma uzdrawiać.

Znajdź nauczyciela uzdrawiania, zadaj sobie ten trud. Inaczej nigdy nie zrozumiesz o co w tym chodzi i z czym to się je. Może zostaniesz specjalistą po weekendowym warsztacie, z dyplomem zawodowym czeladnika bioenergoterapii, ale bez długotrwałej współpracy z kimś, kto zaszedł tam, gdzie Ty zmierzasz, nie masz najmniejszych szans na bycie profesjonalistą. Pozostaniesz amatorem, mniej lub bardziej groźnym dla siebie i innych.

Radzę, wybj sobie z głowy:

  • samodzielną naukę z książek, filmów

  • weekendowe kursy (a nawet dwuweekendnwe, trzyweekendowe - potrzeba Ci wsparcia i przewodnictwa na lata)

  • oparcie na własnych wymysłach

Nie chcę reklamować się tak po chamsku, wszędzie, ale jeżeli szukasz pomocy w celu znalezienia odpowiedniej wiedzy, to sądzę, że mogę być Ci pomocny (i nie mówię tylko o sobie jako trenerze, lecz także o osobach, od których sam czerpię wiedzę).

Nie narażaj się, nie marnuj czasu i pieniędzy, pomyśl o swoim bezpieczeństwie. I nie myśl, że ktoś, kto uchodzi za autorytet, jest bezbłędny. To, że promuje różne ćwiczenia niekoniecznie oznacza, że postępuje właściwie. Czytają to i stosują ludzie niedoświadczeni, często bardzo młodzi.

Moda na publikowanie ćwiczeń wewnętrznych przyszła do nas z Zachodu, na tego rodzaju książkach zarabia się dużo pieniędzy, poradniki są w cenie i często stają się bestsellerami. Nikt nie weryfikuje tych ćwiczeń, ludzie robią sobie nimi krzywdę, nawet kiedy są poprawne.

Ja sam uległem tej modzie, przyznaję się bez bicia, ale nie zamierzam tkwić w błędzie.

Ćwiczenia należy przekazywać tylko bezpośrednio. Sytuacja przypomina znane powiedzenie: zapałki z ręku dziecka to pożar. Z kolei bycie naprawdę doświadczonym i kompetentnym niekoniecznie zachodzi wtedy, kiedy nam się zdaje, że pozjadaliśmy wszystkie rozumy.

Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną (Przypowieści Salomona 16:18).

Mój przekaz jest prosty: żadnych książek z instrukcjami dla kogoś, kto nie ma bezpośredniego wprowadzenia i nie uczy się od nauczyciela. Książki z technikami chirurgii są dla studentów tego kierunku, a nie dla domorosłych operatorów skalpeli.

Na literaturę taką powinna być cenzura, tak jak na informacje medyczne, przeznaczone jedynie dla uczniów. Czakry to części ciała a prana jest jak krew, skutki zabawy w psychotroników mogą być i bywają opłakane, podobnie jak praktyki boenergoterapeutów po jedno lub kilkuweekendowym kursie pseudozawodowym.