Słyszałeś o Metodzie Małych Kroków? Na pewno coś-niecoś. To ja mam inną: Metodę Bardzo Małych Kroków, a odnosi się ona do uzdrawiania szamańskiego, takiego jak Huna.

Ostatnio musiałem zrezygnować z prowadzenia kursu dotyczącego nalu w Lublinie. Przymusiły mnie to tego wypadki wewnętrzne i zewnętrzne. Z przykrością zerwałem współpracę z organizatorem. Dlaczego? Trochę mojej własnej historii.

Zanim zająłem się uzdrawianiem przez przeszło siedem lat pracowałem robiąc odczyty energetyczne (czakry, aura), tzw. "jasnowidzenie" (termin dosłownie głupi, wieloznaczny i powinno się z niego zrezygnować). Aż tyle czasu zajęło mi przygotowywanie się do tego, co teraz robię.

Gdy świadomość ciała energetycznego, czakr, aury rozwinęła się tak, że mogłem się nimi posługiwać na zawołanie, widziałem je w szczegółach i kiedy chciałem, przeszedłem na uzdrawianie i stało się to bardzo naturalnie.

Siedem lat to naprawdę Bardzo Małe Kroki, nie tylko małe. Ktoś sądzi, że rok wystarczy i że to będzie i tak dużo. A niektórzy "miszczowie" twierdzą, że za dwa tysiące nauczą warsztatu w kilka weekendów. Nie wiem, być możne odnosi się to bioenergoterapii, ale nie do Huny, tego jestem pewien.

Twoje zdolności wzrastają wraz z Tobą i Twoją świadomością, a to wymaga czasu. I nie chodzi o ilość, ale jakość, niemniej czas (manawa, czwarta zasada hunowa) musi być dany. I w przypadku, jeżeli masz być na tyle skuteczny, by pomagać np. chorym pozbywać się nowotworów, musi być go bardzo wiele.

Kursanci to osoby, które przychodzą z zewnątrz, nie wiem kto to, jakie ma doświadczenia, a najpewniej żadne. Coś o Hunie przeczytali i zachwycili się może lub zainteresowali. I co? Czego mogę ich nauczyć w kilka godzin? Tak naprawdę, to powinniśmy wykonywać jedną technikę, i to tę najbardziej podstawową, albo nawet przeznaczyć czas na pogawędkę, zanim zaczniemy cokolwiek robić.

Kto wtedy jednak zgłosi się na takie ubogie merytorycznie szkolenie?

Kurs można poświęcić może z jednej technice, i nie może być wcale skomplikowana. Inaczej skrzywdzi się ludzi. Tak, skrzywdzi się, dokona się pomieszania w ich życiu, pomoże im się trafić do piekła w aspekcie zdrowia i związków, innych dziedzin.

Praca wewnętrzna, jak szamanizm, Huna to nie są przelewki, ani niedzielna szkółka biblijna. To praca u samych fundamentów tego, co nazywamy ciałem i umysłem, czyli u podstaw życia, a tym samym zdrowia i wszystkich innych sfer.

To, że podchodzi się tak kursowo i weekendowo świadczy tylko o zachłanności prowadzących albo ich zupełnej niewiedzy, infantylności. Przemiana msi być gruntowna, fundamenty bardzo solidne, a na to potrzeba lat, i to lat regulanej pracy, a nie bimbania i kursowania.

Dla mnie pieniądze są ważne, ale nie oddzielam ich od życia, a życie to zdrowie. Wiem, że skrzywdziłbym kursantów, że przekazywana im wiedza jest jak samochód, który ojciec daje dziecku na komunię.

Można zarabiać krzywdząc i niszcząc innych, ale trzeba nie mieć sumienia albo mózgu.

(Ostatnie wydarzenia - dla mnie, głupca trochę przed czterdziestką, bardzo ważna lekcja i nauczka - spowodowały, że zamknąłem ofertę warsztatu czakroterapii, który miał się odbyć 26.01.19 w Lubartowie - teraz myślę sobie, że dobrze, że te różne kursy mi nie wychodziły, mam mniej złej karmy z krzywdy innych. Jeżeli będę coś organizował, to przenigdy jednodniowe, weekendowe, ale co najmniej jednoroczne, i to na początek szamańskie przedszkole, albo nawet żłobek).

"'Ike no i ka la o ka 'ike; mana no ika la o ka mana" - "Jest czas gromadzenia wiedzy i czas przejawiania mocy" (powiedzenie hawajskie).