Mam znajomych, którzy chodzili do prostytutek. Nie wiem czy czas przeszły jest tu odpowiedni, ale z tego, co wiem, robili to kiedyś. To moi bliscy koledzy, jeszcze ze szkoły (tej klasycznej), często się widzimy.

Zauważam u nich - a jako osoba pracująca z energiami widzę trochę głębiej pewne rzeczy - niesamowitą plamę na ich charakterze, plamę, której, sądzę, już nigdy w tym życiu nie zmyją. Skutki korzystania z usług prostytutek i generalnie nierządu są tak głębokie, że 99,9% osób nie starczy życia, pozytywnej karmy i chęci, by się z nimi w większej mierze rozprawić.

Wskutek tego pozostajemy, już trwale, brudasami. Tak, nie przewidziało Ci się, Czytelniku. Seksualna perwersja niszczy na całe życie. Nie ma przeproś. Nie tylko ona, zresztą, ale z racji natury aktów płciowych (kiedy dwa małe pieski wchodzą jeden na drugiego, spragnione miłości i bliskości) wymienia się bardzo subtelne, podstawowe dla osobowości wzorce energoinformacyjne (w myśl zasady "jesteś tym, co jesz"), lecz nie tylko. Sama istota aktu zachodzi w jaźni, w sercu. To tutaj dochodzi do uprzedmiotowienia - przede wszystkim siebie, a z tego wynika uprzedmiotowienie drugiej osoby.

To tutaj dochodzi do zamknięcia się, utraty właściwości duszy. Jak mówię - na całe życie. Dlatego głupi jest każdy, kto korzysta z prostytucji, ale i generalnie uprawia seks poza stałym związkiem. Krzywdzi się.

Nie będę uzasadniał tego filozoficznie. Tak jest, bo tak jest. Kopcący brudas - to tego efekt.

Na tym przykładzie chcę powiedzieć czym jest dla mnie świętość. To czystość, duchowa higiena. Ale nie tylko.

Istotą świętości jest odrębność. Hebrajskie "świętość", czyli "kodesz" znaczy "oddzielony". W etyce zachodniej mówimy o personalizmie, gdzie normą moralności jest osoba - osoba to ktoś oddzielny (wyraz pochodzi od "osobny").

Koledzy po prostytucji zmieszali życie wewnętrzne, też duchowe z prostytutkami, i na tym polega rozwiązłość. Ludzie miksują się, mieszają, postępują wbrew własnej odrębności. Niszczą, zabijają własną indywidualność. Stają się potem półzwierzętami, niezdolnymi do okazywania serca. Są zagubieni, surowi, dzicy, światowi, zmysłowi, demoniczni.

W głębi serca cierpią. Oczywiście, że ta ich prawdziwa natura czasami się odzywa, dlatego utrzymuję kontakty z tymi ludźmi. Z tym, co zostało w nich z człowieka.

Dzisiejsza kultura promuje bezduszne wzorce moralne, jak choćby rozwiązłość seksualną. Oglądałem wczoraj komedię romantyczną "Rozmowy nocą", z Różdżką i Dorocińskim, gdzie robi się to, co w wielu innych - promuje rozwiązłość. To normalne, że idzie się spać po randce, co w tym dziwnego, że ludzie, nowopoznani uprawiają seks bez zobowiązań? Nie żyjemy w Średniowieczu.

Jasne, że nie, bo żyjemy w Epoce Kamienia Łupanego. Albo i gorzej - jesteśmy prawie małpami bonobo, które robią to wszędzie, z każdym, dzieci z rodzicami, starcy z młodymi, nawet samice z samicami a samce z samcami.

Ktoś, kto nie jest oddzielony, kto nie zna siebie, nie wie co to znaczy być osobą, nie posiada odrębnego życia, nie jest jeszcze dostatecznie zindywidualizowany nigdy nie zrozumie, co to znaczy moralność, tak jak łyżka nie pojmie smaku zupy. Będzie używał swojego rozumu, by uzasadniać swoje przekonania, że korzystanie z prostytucji nie jest złe, nie mając zielonego pojęcia o tym, że zło nie jest kwestią zasad, teoretycznych reguł, etosu społecznego czy wniosków logicznych, ale zdrady siebie, zatraty swojej odrębności, wewnętrznego samobójstwa.

Jeśli nie wiesz, że jesteś z natury święty, czyli oddzielony, odrębny, osobny i że wszelkie zbliżenia z przypadkowymi ludźmi, nawet niekoniecznie seksualne, mogą pozostawić ślady na Twojej osobowości, wyalienować Cię, zarazić destruktywnymi skłonnościami, zdemoralizować, zatruć, wypaczyć Ci charakter, to nigdy nie zrozumiesz dlaczego prostytucja jest zła, dlaczego zła jest cała masa innych rzeczy, uchodzących za normę.

"Kto z kim przystaje, takim się staje" - głosi mądrość ludowa.

Kryterium moralności znajduje się w Tobie, ale kiedy nie znasz siebie pozostaje Ci tylko ułomne działanie na chybił-trafił, przypadkowy seks, przypadkowe życie. Życie, o którym Platon powiedział, że jest niewarte życia.

Jeśli masz za sobą różne przygody płciowe, zostałeś zmiksowany, stałeś się kopcącym brudasem, to wybacz, ale przywykłem mówić, co myślę. Będzie trudno, bardzo trudno, resztę życia poświęcisz oczyszczaniu, jak intensywnemu to zależy od stopnia zdrady siebie (uprzedmiotowienia swojej osoby). Ale nic innego Ci nie pozostaje, nie masz wyjścia, jeżeli chcesz być sobą - świętym, czyli odrębnym.   

Oczywiście nie musisz. Możesz też przyznać: Munin bredzi, nie wierzę w to, co pisze. A rób, co uważasz. Ja nie mówię o tym, w co można wierzyć lub nie. Dla mnie to prawdy obiektywne, możliwe do zbadania choćby psychotronicznie.

Szanuję Twoją świętość, odrębność, nawet wtedy, kiedy robisz z siebie małpę, i nie będę przeszkadzał Ci w zabawie. Nie sądzę, jednak, by cokolwiek szczególnego mogło nas wtedy łączyć. W towarzystwie kopcących brudasów, bez względu na ich płeć, nie czuję się na dłuższą metę dobrze.

Zauważyłem u siebie w ich obecności pewną reakcję, którą nazwałem "wykręcaniem mordy".

Rady praktyczne:

  • Wróć pamięcią do dzieciństwa, odszukaj czas kiedy nie byłeś jeszcze zmiksowany, miałeś odrębność, indywidualność (na którą często narzekali rodzice). Poszukaj w tym prawdziwego ja, które jest osobą - osobne, święte, oddzielone.
  • Postanów, że zrobisz wszystko, co jesteś w stanie, aby się oczyścić, doprowadzić do prawdziwego ja.
  • Zacznij medytować, praktykować wewnętrznie, oczyszczać się przez mantry jak OM, rytuały, Hunę, cokolwiek znasz i cenisz.
  • Unikaj wszelkich okazji do rozwiązłości, postaw sobie święte cele w sferze związku (czyli jeden, duchowy, zgodny na poziomie jaźni, wyjątkowy jak ja i podobny do mnie partner, taka "bliźniacza dusza") i bądź im wierny jak szlachetny rycerz, jak prawdziwy wojownik prawdy i światła.
  • Jeśli chcesz, praktykuj ho'oponopono, powtarzając sobie "jest mi przykro; proszę, wybacz mi; kocham Cię; dziękuję Ci".

Bez względu na to, co zrobisz, Twoje życie nigdy nie będzie już takie, jakbym by było, gdybyś nie skorzystał z prostytucji i generalnie nie prowadził się rozwiąźle, nie miksował się płciowo z niewłaściwymi ludźmi (czyli wszystkimi prócz jednego, stałego, duchowego partnera). Ratuj jednak to, co możesz jeszcze uratować. Uzdrowiciele szamańscy nie płaczą nad rozlanym mlekiem, lecz widzą szklankę do połowy pełną i skupiają się na tym, co jeszcze zdrowe.

Dmuchając na żar często można rozniecić ogień.