Z przykrością stwierdzam, że uduchowienie jest wielką rzadkością. Dlatego rzadkością są zdrowe, światłe, racjonalne poglądy na związek. Czym jest uduchowienie? Prawdopodobnie nie tym, o czym pomyślałeś, Czytelniku. Uduchowienie rozumiem przede wszystkim jako ŚWIADOMOŚĆ, ŻE NIE JEST SIĘ SWOIM CIAŁEM.

Nie jest to dogmat, przesąd, ale fakt odkrywany w doświadczeniu.

Jakie ma to konsekwencje dla związku? Proste. Ciało nie jest tym, co stanowi istotę relacji damsko-męskich. Związki z prawdziwego zdarzenia opierają się na duchowej naturze.

Czym jest ta natura? Tego nie da się wyrazić w słowach. Ona po prostu nie jest ciałem, mową, umysłem, właściwościami i działaniami.

Nie jest tym, co na ogół uważamy za siebie i innych. Jogini opisują ją jako "neti, neti" (nie to, nie to).

Bez świadomości (powtarzam: świadomości, nie chodzi o przekonanie intelektualne!), że nie jesteś ciałem, ciało Cię omamia. Ciała innych ludzi także.

Pobudzenie seksualne traktujesz za dostateczne kryterium określenia co jest właściwe, a co nie jest. Podejmujesz decyzję o związku w oparciu o to, co postrzegasz jako ciało (swoje, innych), ponieważ identyfikujesz z tym własne ja i ja potencjalnego partnera.

Nieświadomość tego, że nie jest się swoim ciałem, to bardzo poważny, a w zasadzie kluczowy brak w rozwoju duchowym. Tak pojmują tylko ludzie nieoświeceni. Oczywiście nikt nikogo nie powinien za nic potępiać. Każdy musi sam, własnymi siłami dotrzeć do tej prawdy.

Czy jesteśmy ludźmi, czy małpami? Tybetańskie powiedzenie głosi: jeżeli masz ciało osła, to ciesz się smakiem trawy. Ale my nie mamy małpich i oślich ciał. Posiadamy wspaniałe, ludzkie możliwości. Nasz rozum i intelekt funkcjonują na wyższym poziomie. Potrafimy zadawać pytania i szukać na nie odpowiedzi, i to nie na pytania typu: "gdzie znajdę banany?", ale "kim jestem?", a tym samym "kim jest mój partner?", "czym w istocie jest lub powinien być związek dwojga ludzi?".

To fakt, że seksualność jest piękna. Ale z powodu tego, że odrywamy ją od źródła, staje się jedną z głównych sił destrukcyjnych w naszej kulturze. Związki zakładane "z przypadku", dla seksu czy też dla "zdrowia" są w dziewięćdziesięciu procentach koszmarne, pełne cierpienia, awantur, nieszczęść i kończą się rozwodami.

Wszystko zaczyna się od nas samych. Czy wiesz, że nie jesteś swoim ciałem? Jeżeli tego nie doświadczyłeś, jeżeli nie masz tego świadomości, idee duchowego partnerstwa będą dla Ciebie obce, jak wszystkie inne, podobne. Identyfikujesz się ze swoim ciałem. Myślisz logiką jego reakcji, w tym seksualnych i jeszcze nie potrafisz odpowiadać sercem.

Masz jednak obowiązek być sobą. Jeżeli sam nie zechcesz otworzyć serca, będziesz skazany na cierpienie - tym większe, im większy Twój materializm, czyli ego, będące złudzeniem "ja-ciało".

Reakcje seksualne na ciała osób z zewnątrz są normalne, tak jesteśmy uwarunkowani. Ale nie czyńmy z uwarunkowań status quo. Są one naszą drogą do samopoznania, ale nie celem.

Każdy z nas jest istotą różną od ciała i prawdziwy związek możliwy jest tylko wtedy, kiedy spotykają się dwie istoty niecielesne - jaźnie, a nie dwa "organizmy biologiczne" - zombie.

Jeśli pragniemy takiego związku, przede wszystkim musimy poznać siebie, rozpoznać iluzję ego, że nie jesteśmy swoimi ciałami. Dopiero wtedy otworzymy serce i pojawi się przestrzeń dla duchowego partnerstwa, a jest ono czymś najwspanialszym, co może nas w życiu spotkać. Jest ono samym sensem naszego przychodzenia tutaj.

Twoja jaźń powinna być dla Ciebie punktem wyjścia i kryterium, a nie ciało. Większość ludzi spogląda tylko na zewnątrz i nadaje zbyt wielkie znaczenie światu zewnętrznemu. Nieliczni patrzą na niego trochę przez palce, jak na teatr, wiedząc, że ciało to tylko "kukiełka" a ten, kto pociąga za sznurki, jest kimś różnym od ciała i prawda o tym, kim jest oraz co jest dla niego właściwe (także w sferze związku) znajduje się wewnątrz, poza sceną i za kurtyną, a nie na zewnątrz.

Człowiek uduchowiony kieruje się intuicją - w sferze związku i w każdej innej - tak, jak zwierzę instynktem. Nie oznacza to, że zawsze idealnie się jej słucha, po prostu ma inną orientację, niż nasz tytułowy "orangutan".

W ciele ludzkim (Twoim, cudzym) nie ma nic godnego pożądania. Jeżeli kierujemy się pożądaniem, jesteśmy nie tyle małpami, co kompromitującymi i ośmieszającymi się idiotami.

A przez to, że każdy ma z tym problem, Czytelnik powinien wybaczyć mi wszelkie pozornie uwłaczające epitety i porównania. Nie jestem pod żadnym względem uprzywilejowany, co najwyżej poczyniłem pewne osobiste odkrycia, którymi zechciałem się podzielić.