Żądza płciowa jak nic na świecie przewraca nam w głowach. Podkopuje same fundamenty ego i opartego na nim życia. To dlatego tak nas do innych ciągnie - potrzebujemy stabilności. Kiedy jednak zjawia się ktoś, kto absorbuje sobą tak wiele naszej uwagi, tracimy ją, czujemy się zachwiani pod każdym względem, u samych podstaw.

Wielu pozornie świętych i światłych ludzi uległo żądzy i skończyło z ręką w nocniku. Nieuleganie jej nie jest kwestią wykonywania przykazań, ale wewnętrznej świadomości. Kiedy znam i szanuję siebie, kiedy kocham siebie, nie będę pozwalał, by cokolwiek mogło mną zachwiać. Cokolwiek nagiego, wzbudzającego w ciele różne przyjemno-bolesne reakcje.

Poza tym im bardziej jesteśmy osadzeni w sobie, w swojej jaźni, tym ciało rzadziej poddaje się takim wirom żądzy, staje się, bowiem, posłusznym narzędziem. Takie jest też jego przeznaczenie i z tym czuje się ono najlepiej.

Takie też jest przeznaczenie seksualności - ma być środkiem, a nie celem. Środkiem na spotkanie dwóch jaźni - kobiecej i męskiej, bardzo głębokie, u samych podstaw człowieczeństwa i osobowości.

Jesteśmy bezduszni, wszyscy. Taką mamy kulturę. Każdy z nas ma napakowane w głowie nawyki skłaniające do ulegania pożądaniu i zapominania o swoim centrum.

Nazywamy to ignorancją. Ignorancja występuje w dwóch odmianach:

  • naturalna - ta wrodzona, oczywista, właściwa tak dla ludzi, jak dla zwierząt
  • kulturowa - nabyta, wytworzona, umocniona przez ego i żądzę, gniew i pomieszanie - tym zwierzęta nie mogą się pochwalić

Pierwszą łatwo nam przekroczyć, za pomocą świadomości, wolności, skupienia, wytrwałości, radości, pewności i elastyczności. Druga z kolei jest bardzo trudna do zidentyfikowania, angażuje, bowiem, nasze poczucie ja (fałszywe ja, ego), sięga głęboko do nawyków, osobowości, jest kwestią wychowania i akceptacji tego, co zostało nam włożone do głów.

Za drugą ignorancję ponosimy odpowiedzialność. I to ona, tak naprawdę, zasadniczo więzi nas w żądzy i powoduje, że tracimy nad sobą kontrolę, kiedy czujemy podniecenie.

Nasza świadomość jest na ogół na tyle rozwinięta, że zwykłe pożądanie, jako reakcję biologiczną o pewnych podstawach mentalnych, z łatwością opanuje i przekształci. Z kolei, kiedy dodamy do tego przekonania na temat seksu, utarte stereotypy "chwytania okazji", wyobraźnię, rozwiązłe wzorce samozachowawcze, to tracimy wszelką władzę. Dostajemy małpiego rozumu.

Czy seks, sam w sobie, jest naprawdę czymś tak cennym, że warto tracić dla niego głowę? Przyjrzyjmy mu się poza kulturowymi ramami, poza idealizacją, jaka zachodzi ze strony mediów, pełnych reklam i filmów z modelkami 60-90-60 lub w okolicach. Czy ciało jest naprawdę warte tego, by tracić dla niego ducha?

Tylko osoby słabe będą ulegać seksualnym pokusom i żądzom. Prawdziwie mocny charakter rozpoznasz nie po tym, co ktoś mówi i jakie stroszy piórka, ale na ile potrafi on zapanować nad żądzą i wziąć odpowiedzialność za własne ciało, by zachować człowieczeństwo i nie być, może nie taką zwykłą, ale małpą.