Cała rzeczywista ufność pospolitego człowieka - nie chcę nikogo przezywać, jest to osobisty wybór wielu, by być karłem na barkach olbrzymów - zwraca się w kierunku nauki akademickiej. Ten pospolity człowiek jest nawet religijny, za takiego się uznaje, lecz jest to tylko wynik próby zaspokojenia potrzeby uwolnienia się od lęku egzystencjalnego przez ślepe uznanie autorytetu.

W praktyce jednak nie wierzy w to, co głosi jego duszpasterz (czego dowodzi płacz na cmentarzach - przecież wg dogmatów bliźni nie znikł, nie przestał istnieć, dusza jest nieśmiertelna).

Na tej nauce, bożku współczesności, zasadza się drugi bożek - technika.

Uwielbiam i naukę, i technikę i nie wyobrażam sobie bez nich świata. Widzę je jednak tym, czym są - to tylko wytwory człowieka, powstałe w określonych warunkach, z określonych powodów i mające określone granice.

Szamanizm jest także jednym z naszych produktów. Fakt, że pojawił się dużo wcześniej, ale i on ewoluował, nabierając przez wieki interesujących form, jak choćby hawajska Huna.

Ba, bioenergoterapia jest metodą szamanizmu. Bo i czym innym? Techniką opartą o oficjalną naukę nie jest. Więc czym? Ezoteryką? Okultyzmem? Sądzę, że ze względu na jej pragmatyczność bardziej odpowiada określenie “szamanizm”.

Widzimy na przykładzie bioenergoterapii, że szamanizm także się rozwija, ale nie wszystkie jego aspekty muszą być redukowane do neokulturowych wzorców, które płyną z nowoczesnej technologii.

Szamanizm zawsze będzie bliski lasom, polom, pieczarom, zwierzętom, ziołom, minerałom. Współczesny świat wyemancypował się, wzniósł ponad ziemię, ale stracił tym samym wiele ze swoich życiodajnych korzeni.

Zagubiliśmy się w tym całym sztucznym świecie naszej kultury, w której natura to dla wielu z nas drzewa pozamykane w parkach jak w klatkach. Słyszałem ostatnio, że niektóre brytyjskie chyba dzieci, a może i ich większość uważa, że jajka robi się w fabryce. To na pewno tylko przykład zwyrodnienia, z jakim mamy dziś do czynienia niemalże powszechnie.

Jednym z jego przejawów jest to, że uważa się szamanizm za coś śmiesznego, archaicznego i dobrego co najwyżej dla prymitywnych plemion afrykańskich.

Jako praktyk szamanizmu, a zwłaszcza Huny powiem coś innego - śmieszne są antropologiczne koncepcje na jego temat, te opisy ludzi niewrażliwych na energię życiową jak łyżka na smak zupy, szczyczących się tytułami naukowymi.

Śmieszny jest poziom wiedzy, a raczej niewiedzy o tym, czym jest szamanizm naprawdę, a jest czymś zdumiewającym i zarazem zdumiewająco normalnym.

Nie, dla ludzi wychowanych w betonowych blokowiskach normalny jest lekarz po wieloletnich studiach, ten, do którego chodzi się po recepty lub zwolnienia. Szaman to na pewno jakiś newage’owski szaleniec, i fakt, że pod tą nazwą kryje się niejeden zwyrodnialec, a może nawet 90% szamanów to szarlatani, ludzie bez żadnych umiejętności, chyba że umiejętnie szkodzący innym, najczęściej chorym i biologicznie wyniszczonym lekarstwami.

Gdybyśmy jednak więcej czasu zaczęli spędzać na łonie natury i otworzyli się na smaki, zapachy, dźwięki i wrażenia dotyku, które docierają do nas z tego rzeczywistego wymiaru, nasze pojęcie normy zmieniłoby się, wraz z samopoczuciem i poziomem świadomości.

Co jest normalne? Dla ludzi obłąkanych, pozamykanych w zakładach psychiatrycznych normalne są panujące wśród nich obyczaje, które pospołu, z grubsza mówiąc dzielą ze sobą. Podobnie dla nas, wariatów na większą skalę, odciętych od pierwotnej rzeczywistości, normy to ustalony przez nas samych porządek, w którym jedni podlegają władzy drugich - jeśli nie fizycznej, to umysłowej i duchowej.

Normalne jest dla nas to, co uznamy za normę, ale jak wypadamy na tle natury? Albo lepiej, na tle prawdy? Co najmniej blado.

Umieramy bez najmniejszej wiedzy o tym, dokąd zmierzamy, podobnie jak nasze zdychające psy. Śmiejemy się może z małp, ale poziom naszego poznania pod kątem pytań egzystencjalnych niewiele się od nich różni, a w zasadzie to wcale. Jedyna różnica, że zadajemy sobie takie pytania, i to nie wszyscy, może 10% naszej populacji.

I śmiejemy się z szamanów, nie mając zielonego pojęcia czym jest szamanizm, ten prawdziwy, a nie ten, który opisują antropologowie pokroju Mircei Eliade’go, bez najmniejszego, elementarnego wtajemniczenia w praktyki.

Parafrazując Platona: Grecy zawsze będą dziećmi - ludzie współcześni zawsze będą synami ignorancji, jeżeli nie wrócą do natury, nie zaczną obserwować i uczyć się o niej od tych, którzy mają wszelkie wiadomości i umiejętności, żeby ich poprowadzić - szamanów. I nie tych prehistorycznych, lecz współczesnych, miejskich, cywilizowanych.

Jednym z nich jest na pewno Serge Kahili King, autor książki “Szaman miejski”, nauczyciel Huny, z którego przekazów korzystam pełnymi garściami.

Wiesz, co mnie śmieszy? Śmieszy mnie obraz dzisiejszych ludzi, których ścieżkę życia przedstawić można na prostym wykresie parabolicznym z punktami oznaczonymi jako Szpital - Kościół - Szkoła - Praca - Kościół - Szpital - Cmentarz.

Oto powód do dumy: bycie niewolnikiem instytucji, stanowienie trybu w podtrzymującej je, zwłaszcza finansowo maszynie, który po zużyciu ląduje na śmietniku. 

Jeśli to ma być normalne, to ja dziękuję, proszę od dzisiaj nie obrażać mnie określeniem “człowiek”.