Jestem wielkim fascynatem… śmierci. Nie interesuje mnie, jednak, śmierć w pospolitej formie. Nawet niespecjalnie w sensie fizjologicznym i generalnie biologicznym.

Fascynuje mnie śmierć jako zjawisko świadomości, czyli problem osobisty.

W zmarłym i gnijącym ciele nie ma nic specjalnie ciekawego, no, są to, jakkolwiek, ważne rzeczy dla nauki. W tym, jednak, jak my sami podchodzimy do śmierci, jak determinuje ona nasze życie, jak wpływa na nasze relacje z samym sobą i światem i jak nasz stosunek do niej określa sposób spędzania czasu - niedługiego, biorąc pod uwagę pragnienia, aspiracje, żądze - znajduje się całe bogactwo istotnej wiedzy o nas samych i rzeczywistości.

Pierwsza rzecz, która narzuca się każdemu, choćby w miarę inteligentnemu człowiekowi, to zagadnienie ja-ciało. Czym jest ciało w moim życiu? Dla mnie? Czy jestem ciałem? Czy wraz ze śmiercią ciała znikam i ja?

Od rozwiązania tego problemu zależy właściwie wszystko, co nazywamy życiem. Gdybyśmy, na przykład, odkryli, że jednak nie jesteśmy ciałami, to wtedy nie tylko zmienia się pojęcie śmierci, ale i życia. Zdrowy rozsądek rozszerza się o kluczową dla naszego losu sprawę: nie podążam za ciałem i jego pożądaniami. Przestaję się z nimi identyfikować. Ciało drugiej osoby nie robi na mnie specjalnego wrażenia, bo wiem, że to nie ona jest tym ciałem. Swoje związki z innymi będę budował na jaźni, a nie na zmiennym, starzejącym się i w końcu rozpadającym się ciele. Ciele tak pełnym wad, ułomności i wcale nieatrakcyjnym, kiedy się mu dobrze przyjrzeć.

Tutaj pojawia się trudność dla wyobraźni. Jak pojąć siebie jako różnego od ciała? Jak w ogóle pomyśleć coś takiego? I właśnie odpowiadam: nie da się. Konkretów nie da się zdefiniować i przedstawić za pomocą pojęć. Żadne pojęcie, tak naprawdę, nie pasuje do rzeczywistości, ponieważ każdy indywidualny byt - czy to człowiek, czy kamerka internetowa, czy płatek śniegu - jest inny w rzeczywistości, niż w naszej głowie.

Pojmowanie to operacja abstrakcyjna, z kolei postrzeganie jest konkretne - widzimy zawsze ten oto konkretny przedmiot świadomości.

Identycznie jest ze śmiercią - jeśli chcemy dowiedzieć się czy jesteśmy swoim ciałem i co się z nami stanie, kiedy to ciało zacznie się rozpadać, to nie wystarczy zabawa z pojęciami. Musimy zobaczyć jak jest naprawdę. A to oznacza, że musimy w ogóle patrzeć, badać, szukać prawdy, medytować i nie spocząć, dopóki zagadka "czy jestem swoim ciałem?" nie zostanie rozwiązana. Inaczej nigdy nie uwolnimy się od poczucia bezsensu życia i od niezliczonej ilości błędów, w każdej jego, bez wyjątku, sferze.

Od czego w ogóle zacząć? Sądzę, że można zacząć od przypomnienia sobie o śmierci, powrotu pamięcią do zmarłych bliskich. Pójdziemy tą samą drogą. Dokąd?

Jeśli kogoś nie interesuje odpowiedź na to pytanie i nie jest gotów zrobić wszystkiego, co w jego mocy, żeby ją poznać, nie powinien być nazywany istotą ludzką.

Jeśli "sapiens" znaczy "mądry",  to "homo sapiens" oznacza człowieka szukającego prawdy, a nie ignoranta.