Kiedy coś umiesz, to masz możliwość posługiwania się tym przysłowiowo w nocy o północy. Jak wspominałem w jednym z tekstów, mieszkam niedaleko Serwinki - znachorki, która zasłynęła głównie z ustawiania kończyn. Ta kobieta ma zdolności, które pomógł jej rozwinąć jej ojciec - to wiedza rodzinna, teraz jej córka przejęła pałeczkę po matce.

Ludzie zjawiają się u Serwinki i prawie zawsze otrzymują pomoc. Bywa, że problem przerasta jej umiejętności, wtedy pozostaje lekarz albo inni specjaliści.

Z szamanizmem jest tak samo. Tutaj nie liczą się wyczytane z książek wiadomości. Powiedzmy, że Serwinka napisała podręcznik do składania kości. Kto miałby odwagę lub był na tyle szalony, żeby, opierając się tylko na nim, próbować ratować swoje lub cudze członki?

Fakt, że bywają sytuacje wyjątkowe, ale nie są one regułą. Z reguły nikt za pomocą samych wiadomości ani nie wyleczy, ani nie uzdrowi.

Techniki szamańskie są wykorzystaniem umiejętności szamańskich i jeśli nie masz umiejętności, technika okaże się nieskuteczna. Sam sposób postępowania możesz znaleźć w książkach. Niewiele z niego wyniknie, jeżeli nie rozwinąłeś swoich zdolności.

Dzięki zdolnościom możesz używać wielu technik i będą one skuteczne. Bez nich nawet najlepsze nie zdadzą egzaminu.

W Hunie, jak i w innych systemach chodzi, zatem, o zdobycie kompetencji praktycznych.

Jeśli nie dysponujemy zdolnościami, to, na dobrą sprawę, lepiej zamknąć wszystkie instrukcje i poszukać kogoś, kto pomoże nam położyć podwaliny.

Wiele osób ma złudzenie kompetencji po przeczytanych książkach lub zaliczonych, kilkudniowych kursach. Mogą w ten sposób zaszkodzić sobie lub innym, jeśli nie zajmą się ugruntowywaniem odpowiednich i trwałych biegłości.

Papierowi szamani są częstym zjawiskiem. Głowa pełna teorii to jednak za mało, żeby cierpienie ustąpiło i nastąpiło uzdrowienie.