Tytuł tego tekstu może kimś wstrząsnąć, i dobrze. Bo to, o czym napiszę, należy do najważniejszych rzeczy, jakie napisać może człowiek. A powiem o … ignorancji.

Tak, oto najstraszniejsza, najbardziej przerażająca rzecz na świecie - niewiedza. Nie tylko, że z jej powodu cierpimy, chorujemy i przedwcześnie umieramy, ale i nie wiemy skąd przychodzimy oraz dokąd zmierzamy.

Poza tym istnieje jeszcze pewna właściwość ignorancji - bardzo trudno ją zlokalizować. Można mieć jakąś tam wiedzę o czymś, nawet o rzeczach subtelnych, podczas gdy nie posiada się jej w innej, może nawet istotniejszej dziedzinie.

Niektórzy z nas sądzą, że kiedy już coś umieją i wiedzą z zakresu ciał subtelnych, to daje im to zdolność do wszechwiedzy i uniemożliwia pomyłki. Nic bardziej błędnego.

Znam ludzi widzących czakry, ciała energetyczne i pracujących jako uzdrowiciele, lecz pozbawieni są elementarnej wiedzy z zakresu duchowości związków, a nawet samopoznania (każdy, kto mówi, bez względu na umiejętności, że ciało składa się na Ciebie samego, jest ignorantem w najbardziej esencjonalnym tego słowa znaczeniu, nie jest jeszcze człowiekiem oświeconym).

Kiedy przekonani są o tym, że ex cathedra nie mogą się mylić, to stają się niebezpieczni, jako że promują z przekonaniem własne poglądy pod płaszczykiem psychotroniki, bioenergoterapii czy innej “ezoteryki” (bo niczym innym, w śwletle nauki oficjalnej, obie te dyscypliny nie są) wśród kursantów i klientów terapeutycznych.

Ignorancja ma dwie fazy albo dwa rodzaje - jeden jest naturalny. To normalne, bo rodzimy się w niewiedzy. Za to nie ponosimy bezpośredniej odpowiedzialności. Pojawia się jednak drugi rodzaj - ignorancja kulturowa. Wtedy to już my coś twierdzimy i potrafimy wzbić się w tak wielką zatwardziałość, pychę i złudzenie, z powodu własnego ego i zarozumiałości, że naturalna ignorancja i jej skutki to przy tej drugiej pikuś.

Dlatego najważniejsza, podstawowa lekcja filozofii to "wiem, że nic nie wiem" Sokratesa.

Ignorancję naturalną względnie łatwo przełamać, czy też zastąpić praktykami wewnętrznymi, szamanizmem i medytacją. Z kolei z tej drugiej ludzi nie zbudzi kompletnie nic. Mogą sami, poza tym, wykonywać różne ćwiczenia i rozwijać nawet różne umiejętności. Jednakże ich “wiem” staje się kamieniem potknięcia, i to nie tylko dla nich samych, ale i dla ich uczniów i klientów.

Dlatego uważaj od kogo pobierasz nauki. Ró to zawsze krytycznie, nie pozostawiaj suchej nitki na nauczycielu. Sprawdzaj go pod każdym względem. W przeciwnym razie ten, kto w jakiś sposób Ci pomógł, będzie mógł Ci zaszkodzić jak nikt na świecie.

W kwestii naturoterapii itd. gra toczy się o najwyższą stawkę. Nie ma tu miejsca na kompromisy, lubię i nie lubię oraz przymykanie oczu!

Nigdy żadnych autorytetów! Nie ma na tym świecie człowieka, który zasługuje na miano duchowego mistrza dla kogokolwiek. Posłuchaj mądrości zen. Pewien człowiek powiedział: w całych Chinach nie ma ani jednego nauczyciela zen, co nie znaczy, że nie ma zen.

Niech interesuje Cię wiedza, a nie personalne układy. Im więcej takich układów ktoś, jakiś mistrz, nauczyciel wytwarza, tym mniej ma do przekazania, a więcej do ukrycia.

Uwierz, że to, co ukrywają Ci różni prowadzący kursy, potrafi przekraczać ludzkie pojęcie pod kątem obłudy, nieokrzesania i zdemoralizowania.

Żaden guru - lama, jogin, mistrz zen, psychotronik, ksiądz, ABSOLUTNIE NIKT nie powinien być nad Tobą i nikomu nie powinieneś wierzyć na słowo. Wiedza polega na tym, że się ją sprawdza przez metodę, a nie wyznaje, podczas gdy poglądy różnych nauczycieli i kaznodziejów ich autorzy próbują narzucać siłą, przemocą, usiłując nakłonić wolę słuchacza do przyjęcia ich na wiarę.

Właśnie tak funkcjonuje i rozwija się ignorancja kulturowa - przez autorytet, kiedy uważasz kogoś, kto mógł okazać się nawet pomocny i coś ważnego dla Ciebie zrobić, za nieomylnego, spijasz każde słowo z jego ust i bezkrytycznie układasz sobie życie według tego, co opowiada.

Robisz z drugiego człowieka bożka, dlatego nie dziw się, że pojawi się w końcu u Ciebie skłonność do bałwochwalczego składania ofiary z własnego życia, przede wszystkim poznawczego.

Nikt nie ma monopolu na wiedzę. Nikt niczego nie odkrywa samodzielnie. Wszyscy wspieramy się nawzajem i nie ma między nami pod tym względem lepszych i gorszych. Nie ma hierarchii, wszyscy rodzimy się w ignorancji i, o ile nie zatrujemy się jeszcze do cna ignorancją kulturową, potrzebujemy dorobku ludzkości, żeby się z niej wyrwać.

W taki sam sposób dziecko potrzebuje wykształcenia, opiekunów, by osiągnęło samodzielność.

Sami, jako aktywni poszukiwacze prawdy, dokładaliśmy do tego dorobku cegiełkę po ciegiełce w poprzednich wcieleniach. Nie ma jednak jednej osoby, której należy się cześć, chwała i władza.

Dzisiaj, tak naprawdę, żniesz tylko to, co zasiałeś w poprzednim życiu. Ty jesteś tu dla siebie jedynym mistrzem.

Tak, jak wiedza daje wolność i niezależność, ignorancja zniewala i stawia w cieniu autorytetu, co powoduje, że z racji braku światła nasze życie więdnie.

Poza tym, jeżeli zapłaciłeś za jakąś wiedzę, usługi i umiejetności, to nic nie jesteś nikomu winien. I to jest piękne, że istnieją pieniądze i że nikt nie musi czuć się petentem, a klientem, mającym swoją godność, który nie musi się kajać i bić pokłonów przed jakimś guru i zbawcą.

Ryba psuje się od głowy - uważaj co nosisz w głowie, bo od tego zależy to, co Ci się zdaje i co robisz.