Nazywam się Paweł Karwat (ur. 1981) i używam w swoich tekstach imienia "Munin". "Munin" jest imieniem runicznym i znaczy "Pamięć"Jestem autorem książki pt. „Ho’oponopono. Wprowadzanie wewnętrznej harmonii” (wyd. Helion) i uczestnikiem Projektu Aloha - Planu Nauczyciel i Uzdrowiciel, organizacji Aloha International, prowadzonej przez Serge’a Kahili Kinga (zobacz wpis do katalogu nauczycieli i terapeutów huny w Europie)  Uzyskałem dyplom terapeuty manualnego biologiczno-psychotronicznych metod odnowy organizmu w Ośrodku Szkolenia Psychotroników EURO-NATURA w Krośnie (m.in. czakroterapia, psychologia psychotroniczna, koloroterapia, masaże, ziołolecznictwo, radiestezja). Regularnie publikuję na stronie Ezoter.pl. Prowadzę Akademię Huny i portal Naturonet

Wywiad przeprowadzony dla portalu Ezoter.pl
 
Munin – skąd to imię?
 
Imię "Munin" jest jednym z imion runicznych, które oznacza "pamięć". W mitologii nordyckiej jest to jeden z dwóch (obok Hugina, który oznacza "myśl") kruków Odyna. Pamiętanie, obserwacja pamięci, wyczerpywanie doświadczenia, jakie przynosi, wreszcie wspomnienia z innych wcieleń to zjawiska, które są mi wyjątkowo bliskie. Stoję na stanowisku takim, jak m.in. Platon i Pitagoras, dla których wspominanie, "anamneza" dawała możliwość poznania nadzmysłowego. W Tybecie w ten sposób lamowie przypominają sobie swoje poprzednie wcielenia i identyfikują innych lamów. Imię to nawiązuje do tego rodzaju rzeczy. Często mamy wrażenie, że skądś znamy daną osobę albo miejsce, np. zabytkowy zamek. Pamięć przekonuje nas bezpośrednio o tym, że istnieje dusza, która
przechodzi reinkarnację.
 
Jakie szamańskie zdolności Pan posiada? Czy są to umiejętności nabyte poprzez szereg praktyk duchowych czy istniejące już od dziecka?
 
Ciągle stawiam sobie nowe wyzwania, niektóre nie są tak nowe, ale często do nich powracam. Zdolności można rozwijać i warto to robić, ale wypada mieć motywację. Tą motywacją jest potrzeba. Po co komuś zdolności, które nie są potrzebne? Uzdrawianie, jasnowidzenie, egzorcyzm i inne podobne są bardzo korzystne. Interesowałem się nimi od dziecka, ale - tak przynajmniej było w moim przypadku - dopiero kontakt z doświadczonymi nauczycielami dał mi możliwość prawdziwego rozwoju. Najważniejsze jest zachowywanie równowagi. Ta pozwala nam się harmonijnie i zdrowo rozwijać. Kiedy chcemy posiąść jakąś zdolność za wszelką cenę, nie zachowujemy równowagi. Miałem do czynienia z takimi osobami i zarazem klientami. Jest mi ich szkoda, ponieważ napięcie, jakie wywołują nieustannym myśleniem o szybkim rozwinięciu zdolności uniemożliwia im jakikolwiek rozwój.
 
Jakie wartości w życiu człowieka uznaje Pan za największe? 
 
Jeśli chodzi o wartości moralne, to największe jest współczucie. Współczucie pojawia się w nas spontanicznie, kiedy jesteśmy świadomi cierpienia swojego lub innych, w tym zwierząt. Tu nie potrzeba zakładać żadnej teorii. "Miłość" bywa czasami bardzo teoretyczna. Trudno ją sprowadzić do bezpośredniego doświadczenia. Współczucie natomiast ma związek z surową świadomością. Miłość nazwałbym aspektem współczucia. W naukach tybetańskich pod pojęciem "miłości" rozumie się "miłującą dobroć". Współczucie nie jest sentymentalną emocją, ale naszą naturalną reakcją na rzeczywistość. Chyba że jesteśmy daleko od siebie samych, od duszy.
 
Czy posiada Pan swoją dewizę, którą kieruje się Pan na co dzień?
 
Nie będę w tym oryginalny, moją dewizją jest stare greckie hasło: "gnothi seauton", czyli "poznaj samego siebie". Można je znaleźć również w tym samym znaczeniu w filozofii indyjskiej pod postacią "atmanam widdhi". Dziś interesują nas tysiące rzeczy, mamy wielki rozwój nauk, globalny Internet, mnóstwo bibliotek i publikacji. W tym wszystkim, w całej tej cywilizacji można z łatwością zagubić najważniejsze pytanie... Bo co może być bardziej interesujące, intrygujące i godne poświęceń niż poznanie swojej prawdziwej natury? Sądzę, że warto oddać temu całe swoje życie. Ja taką decyzję podjąłem jeszcze we wczesnym dzieciństwie, gdy uświadomiłem sobie, że wszyscy, których kocham, umrą. Postanowiłem, że całe swoje życie poświęcę prawdzie, po czym przestałem płakać, a chyba wypłakałem całego siebie i miałem jak sądzę pierwsze doświadczenie szamańskie, wypełniła mnie energia i pewność, że osiągnę to, co zamierzam. Rozwijałem się w tym duchu, jest dla mnie naturalny, choć nie zawsze stosuję się do swojej własnej dewizy, zjawiska zewnętrzne potrafią być bardzo nęcące. Wtedy przychodzi najlepszy nauczyciel - cierpienie. On najskuteczniej trzyma nas przy duchowej ścieżce. Przyznaję, że nie rozumiem ludzi, którzy nie podzielają zainteresowania pytaniem o swoją naturę. Nie rozumiałem ich i chyba nigdy ich nie zrozumiem. Jak można całą swoją uwagę wkładać w rzeczy materialne? To nienormalne. Przyznaję, że mnie to przeraża...
 
Jakie techniki uzdrawiania Pan stosuje?
 
Pracuję głównie na odległość, sam też kiedyś otrzymałem tą drogą pomoc i była dla mnie niezwykle istotna. Wiem, że są osoby, które nie mogą zjawić się na miejscu, ale nie powinny czuć się ograniczone. Dla klientów wykonuję to, na co mam uprawnienia, czyli czakroterapię, Duchowe Uzdrawianie metodą NFSH UK, której uczy Antoni Przechrzta i Reiki. Czasami, gdy to za mało, łączę metody inne, w tym tradycyjne. Nie jestem dyplomowanym bioenergoterapeutą. Bioenergoterapia jest ciekawa, ale mam wrażenie, że za bardzo zamknięta w technicznych schematach, za bardzo próbuje być naukowa, podczas gdy nauka jest jedną z pułapek ludzkości - nie sama w sobie, ale traktowana jako autorytet wobec życia. Duchy istnieją, świat astralny istnieje - bioenergoterapia - choć mogę się mylić - może niektórym przeszkodzić w poznawaniu prawdziwego świata, ponieważ tam nie mówi się takich rzeczy głośno, by nie stracić klientów. Nie twierdzę, że wielu nie odniesie z niej korzyści i że nie warto jej propagować. Nie widzę jej jednak za bardzo w składzie technik szamańskich. Co innego Reiki - tu otwieramy się na całość, nie tworzymy granic, jak zaleca się w drugiej zasadzie huny, która nazywa się KALA. Pewne zasady bioenergoterapii jednakże powinien znać każdy uzdrowiciel, bez względu na to, czy jest zwykłym rzemieślnikiem pracującym w cieniu "poprawności naukowej", czy ezoterykiem lub szamanem. Co do Duchowego Uzdrawiania... jego techniki są praktycznie identyczne z tymi, jakie spotyka się w szamanizmie hawajskim czy tybetańskim. Pracujemy z białym światłem, które przyciągamy przez czubek głowy i kanał centralny, z inteligentną energią i Akua lani (Wyższym Ja).
 
Czym jest Haipule? 
 
"Ha" znaczy "oddychanie i przypominanie", "I" jest "afirmacją", "Pu" to "wyobrażanie sobie", a "Le" oznacza "działanie". To wspaniała metoda, którą może opanować każdy. Pozwala przejąć władzę nad swoim życiem. Nie ma chyba nic bardziej godnego niż bycie panem swojego życia. To wykorzystanie mocy słów, myśli i energii życiowej w celu kreowania rzeczywistości. Trochę mówi o tym film "Sekret", ale instrukcje huny są bardziej szczegółowe. Chodzi o tzw. "Prawo Przyciągania". To, co spotyka cię w życiu jest tym, co do niego przyciągasz. Możesz zacząć świadomie stosować to prawo by poprawić swoje warunki finansowe, partnerskie, zdrowotne itd. Służy temu proces haipule, który składa się z dłuższej praktyki i wersji skróconej - tę można wykonywać gdzie się chce i kiedy się chce. Prowadzę warsztaty Haipule, na które zapraszam wszystkich zainteresowanych, informacje znaleźć można na moim blogu i oczywiście w kalendarium Ezotera.
 
Jak według Pana powinni żyć ludzie, aby byli szczęśliwsi i mniej narażeni na działanie negatywnych wibracji?
 
Dziś żyjemy w świecie ilości. Gdy pójdziemy do hipermarketu, zobaczymy wiele sztuk tego samego produktu. Nigdy nie było tyle tego w sklepach. Jeden film na YouTube, albo jedną stronę internetową może oglądać ogromna ilość osób w tym samym czasie. Ta ilość może być przytłaczająca. Sądzę, że ludzie powinni postawić na jakość. Stajemy się znudzeni ilością. Dlatego tworzymy stres, który otwiera nas na negatywne energie. Jakość najszybciej dojrzymy, gdy zaczniemy żyć w pełni tu i teraz. Chodzi o natychmiastową obecność. Patrzysz w oczu psu, ale nie jest to jakiś tam pies, przedstawiciel danego gatunku i rasy, ale twój pies. Ma imię, jest szczególny, nie jest pojęciem ani konkretyzacją jakiegoś bytu ogolnego, tak jak wszystko, co nas otacza. Wszystko jest tak czy inaczej zindywidualizowane, spersonalizowane. Podchodząc do problemu z innej strony, ludzie za mało myślą o śmierci. Zapominają o tym, że pewnego dnia umrą. Żyją tak, jakby mieli do dyspozycji nieograniczoną ilość czasu w tym życiu. Są zajęci tym, co i tak jest zmienne, ulotne, nietrwałe i przemijające. Im częściej zwracać będziemy uwagę na tę przemijalność, tym więcej prawdziwego szczęścia będziemy w stanie odkryć, jako że nie istnieje i nigdy nie istniało ono na zewnątrz, ale zawsze wewnątrz. Powtórzę za lamą Tenzinem Wangyalem Rinpocze: gdy szukasz szczęścia na zewnątrz to nie jest tak, że prawdopodobnie nie będziesz szczęśliwy - masz to zagwarantowane. 
Medytacja, kierowanie się do wnętrza, poznawanie samego siebie - to jest klucz do szczęścia, to jest kamień filozoficzny. Medytacji klasycznej, metody zasadzie wspólnej dla bon, zen i jogi poświęcony jest cały moduł prowadzonych przeze mnie warsztatów szamańskich. Nie jest ważny system, z jakiego korzystasz, ale wiedza, która zmienia jakość twojego życia. Nazywaj to jak chcesz, albo nie nazywaj tego w ogóle, to bez znaczenia.
 
Wyzwolenie, urzeczywistnienie, uzdrowienie są możliwe. Ale oddalamy się od nich z chwilą, gdy zamykamy się na nasze doświadczenia. Wszystko, czego doświadczamy, niesie ze sobą sens. Czy to jest tzw. dobro, czy zło, ma to bezpośredni związek z nami, dotyka nas i dlatego nie powinniśmy od tego w miarę możliwości uciekać. Trudności mogą stać się dla nas bodźcem do rozwoju. Wszystko zależy od tego, czy potraktujemy je jako wrogów, czy sprzymierzeńców, pokazujących nam nasze słabe punkty. Dziś wraz z natłokiem myśli stajemy się bardzo krytykanccy, negatywnie nastawieni, cyniczni i agresywni. Z łatwością oceniamy wszystko i wszystkich. Nie potrafimy jednak dostrzec, że prawdopodobnie sami nic wielkiego nie osiągnęliśmy. Fryderyk Nietzsche nazwał to "resentymentem". Biedak, który nie widzi szans na wzbogacenie się, będzie osądzał i przeklinał bogacza, będzie uznawał go za złego moralnie. W podobny sposób osądzamy różnych nauczycieli czy ludzi w jakiś sposób ujawniających się ze swoimi aktywnościami. To wielka wada naszych czasów. Dopóki będziemy jej pobłażać, pozostaniemy z niczym, bez żadnej wiedzy i mocy. Jedną z podstawowych lekcji, jakich udziela nam rzeczywistość, jest pokora, skromność. Ona sprawia, że stajemy się receptywni. Skromność nie jest poniżaniem się, ale dostrzeganiem równości. Gdy chcemy kogoś oceniać i osądzać jako osobę, patrzymy na niego z góry, a to już nie jest równość. Ego prowadzi wiele osób do różnych ryzykownych zachowań, sportów ekstremalnych, groźnych wycieczek itd. Tym, czego powinniśmy się przede wszystkim pozbyć, jest naszym ego. Gdy ono się rozpuści, niewłaściwe działania też się rozpuszczą. Gdy zmieni się aktor, zmienią się i akty. Gdy myślimy tylko w kategoriach zmiany na zewnątrz jesteśmy jak ktoś, kto pcha rzekę. Jak wiele próbowałeś zmienić w swoim zachowaniu i ile osiągnąłeś w tym sukcesu? Odczepmy się od działań, skupmy się na działającym - kim on jest? Gdy w tym porównaniu oczyścimy źródło, zmieni się i rzeka. Powinniśmy być jak rolnik zen: kiedy chce kontrolować krowę, daje jej duże pastwisko. Albo jak łucznik zen, który celuje zawsze w samego siebie, czyli do wewnątrz.
 
Życzę Czytelnikom Ezotera, by robili zawsze to, czego naprawdę chcą i zajmowali się tym, do czego mają pasję.